poniedziałek, 3 listopada 2014

Rozdział1

 -Rainbow, pobudka...-delikatny głos starał się mnie obudzić, chyba mnie...
Ja nie jestem Rainbow, tylko Natalie, dziwne...
-Hm?-podniosłam zaspaną głowę
-Pobudka, za godzinę próba, a potem koncert i podpisywanie płyt!-powiedział osobnik coraz bardziej zestresowanym głosem
-Próba, koncert, podpisywanie płyt?-podniosłam się nie dowierzając
 Byłam w jakimś pokoju, był biały, czyżby niebo? Nie... Obok "mojego" łóżka stała
-Ariana Grande?-zapytałam przecierając oczy
-Co? Nie, jestem Emma, twoja przyjaciółka-uśmiechnęła się 
-Jesteś pewna?-zapytałam podnosząc się
-Tak... Jestem Emma Grande, nie Ariana-dziewczyna wyglądała na zmieszaną
-Okey... Skoro tak, to gdzie ja jestem?-zapytałam delikatnie się rozglądając
-Jak to gdzie? W twojej willi-uśmiechnęła się 
-Fajnie! A to nie willa Harry'ego?-zapytałam, ale zorientowałam się, że to na pewno nie jego dom, nigdy nie było takiego pokoju
-Nie, Harry to twój przyjaciel, mieszka z Tobą, zawozi cię na próby, koncerty, no wiesz taki szofer, ale przyjaciel-podniosła jedną brew, a zaraz wybuchła śmiechem-Upadłaś na głowę jak spałaś?-podała mi ręce, chwyciłam je i zaraz zostałam postawiona na nogi, skąd ona ma tyle siły?
-Tak, chyba tak, nie mogę sobie niczego przypomnieć...-westchnęłam
-Nie dobrze, za dwa dni masz wielki koncert w Madison Square Garden!-dziewczyna z rozbawienia zmieniła nastrój na stres
-Czyli jesteśmy w...?-zaczęłam kojarzyć fakty, Harry i całe 1D miał koncert w MSG, byłam na tym koncercie...
-W Nowym Yorku! Dzisiaj masz taki mały koncert, a za dwa dni ten poważny! Jeśli powiesz, że nie pamiętasz żadnej swojej piosenki to sfiksuje!-powiedziała siadając na obrotowym krześle
-Wolałabym nie, może puścisz mi jakąś moją piosenkę, a ja skojarzę?-uśmiechnęłam się pocieszająco(piosenka pojawi się na blogu)-Ładny mam głos...-uśmiechnęłam się-Dam radę, w podsłuchach puścicie mi tą piosenkę jak i inne, a ja będę improwizować, albo dacie mi gdzieś tekst-starałam się złagodzić to, że nie pamiętałam, ani jednej z puszczanych mi piosenek
-Okey... Ustalę to...-dziewczyna zamknęła oczy-Idź się ubierz, ciuchy masz w łazience-uśmiechnęła się lekko wskazując na białe drzwi
Weszłam do środka, no muszę przyznać, że zaczyna mi się podobać! Ubrałam to co zostało naszykowane, umalowałam się i uczesałam moje włosy w warkocza, słodko..!
Wyszłam z pomieszczenia przez kolejne białe drzwi i zeszłam po krętych schodach. Ładnie tu mam...
Na kanapie w jak mniemam salonie siedział Harry, wyglądał jak zwykle, te same tatuaże, te same włosy, więc w czym problem?
-Hi Nat!-uśmiechnął się
-Z tego co wiem, ostatnio się z Tobą pokłóciłam...-
odparłam niepewnie siadając obok chłopaka
-Haha, nie. Ostatnio, czyli wczoraj, upiłaś się do nieprzytomności na imprezie urodzinowej Lily-chłopak zaczął się śmiać
-Aha... Kto to Lily?-zapytałam
-No... Jedna z twoich tancerek-chłopak zaczął się śmiać jeszcze bardziej
-Ha_ha_ha...-zaśmiałam się sarkastycznie i pstryknęłam chłopaka z nos
-Też Cię kocham-uśmiechnął się
*W tym samym czasie, szpital, mówi Narrator*
Kiedy Natalie niewinnie i bez tchnienia leżała w szpitalnym łóżku, jej przyjaciele odchodzili od zmysłów. Harry siedząc obok prawie martwej dziewczyny wylewał morze łez, nagle do sali weszła El ciągnąc za rękę Louis'a, który miał za złe przyjacielowi tego co stało się z Nat
-Harry, idź się połóż, my Cię zajmiemy-powiedziała delikatnie El, podchodząc do niego
-Nie, nie pokaże wam, że jestem słaby, to nie moja wina!-z jego oczu lały się co raz to nowsze łzy
-No już Hazz, nie jesteś słaby, ale jesteś zmęczony, wyśpisz się, odsapniesz i wrócisz, chyba, że chcesz zająć miejsce obok Nat-Eleonor przytuliła chłopaka i lekko zażartowała na co chłopak uśmiechnął się
Louis nadal milczał i patrzył na bladą przyjaciółkę, był wściekły, kiedy Natalie przeprowadziła się do domu One Direction obiecał jej rodzicom, że nie pozwoli skrzywdzić ich córki, a teraz co? Dziewczyna bezwładnie leży pod seledynową kołdrą z 80%, że za co najmniej 3 miesiące odłączą ją, taka demokracja, nie może zajmować łóżka komuś kto potrzebuje tego bardziej niż ona...
-To ja... Pójdę, opiekujcie się nią jak najlepiej!-chłopak już miał wychodzić kiedy...
-Bo Ty nie umiałeś tego zrobić przed domem!-syknął Louis i schował twarz w dłoniach siadając na krześle obok Natalie
-Dobrze wiesz, że to nie moja wina! To ona nic nie jadła, nie ja!-Harry wpadł w furię tak samo jak Lou
-Taaak... Ale gdybyś przyjechał na czas... Tak jak ja, zaraz po próbie ona nie leżałaby tutaj teraz!-Louis zamachnął się, ale powstrzymała go El 
-Nie Lou... On nic nie zrobił, a nawet jeśli to nieumyślnie... Nat będzie żyć, obudzi się i powie jak to było, na razie nie wyciągajmy pochopnych wniosków...-jak na studentkę przystało miała gadaną i umiała opanować sytuację
-Taaaak...-Louis zaczął płakać jak małe dziecko, a Harry mu zawtórował-Przepraszam stary, ale coś obiecałem jej rodzicom...-niebieskooki spojrzał na Loczka i uśmiechnął się przez łzy
-Jest Okey...-zielonooki odwzajemnił uśmiech i otworzył drzwi wychodząc
Harry przez drogę do domu sporo myślał o tym co zaszło pod ich wspólnym domem, domem właściwie One Direction... Louis natomiast zaczął zastanawiać się jak to naprawdę było z tym wypadkiem Nat... 
*W tym samym czasie, NYC, dom Rainbow,narrator*
Kiedy wybiła 9.30 Rainbow i Harry zaczęli się zbierać na kolejną próbę przed koncertem, Harry z uśmiechem na ustach, a Nat z lekko skołowaną miną. Wsiedli do małego, starego auta Harry'ego. Jechali w ciszy, która dla jednego była czymś normalnym odkąd Natalie stała się sławna, a dla drugiego czymś nie do zniesienia, ponieważ zawsze gdzie by nie jechali, gadali i śmiali się, tak przynajmniej wydawało się Natalie, która w ogóle nie odnajdywała się w tym świecie...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz